Menu

Barbie Collection Blog

Wszystko, co chcieliście wiedzieć o Barbie, ale baliście się zapytać...

'Beauty and the Beast: Grand Romance' Doll Set by Hasbro (2017)

barbiecollector

Dzisiejszy wpis miał dotyczyć czegoś zupełnie innego. Ponieważ jednak w ostatnich dniach, podczas przeszukiwania twardego dysku dokopałem się do zdjęć przygotowanych dobrych kilka miesięcy temu, postanowiłem pozostać jeszcze na chwilę w klimacie disneyowskich remake'ów i przedstawić Wam wspaniały zestaw lalek, który od jakiegoś czasu znajduje się w mojej kolekcji.

A więc witajcie ponownie w świecie Disneya! :)

W ciągu ostatnich lat, kiedy to ludzie powoli zaczęli oglądać się wstecz, wielkie koncerny i pracujący dla nich projektanci postanowili wykorzystać szerzący się trend, by zarobić nieco na naszej nostalgii do beztroskich czasów dzieciństwa i wczesnej młodości. Tak też na światowe wybiegi powróciła moda inspirowana latami 90., Mattel stworzył reprodukcję wydanej w 1991 roku Barbie 'Totally Hair', zaś branżą filmową zawładnęła chęć odświeżania dobrze znanych historii. Wytwórnia Walta Disneya wiedzie wręcz w tym prym! Po aktorskiej wersji "Kopciuszka", wygenerowanej w większości komputerowo "Księdze Dżungli" czy nieznanej dotąd historii Maleficent, przyszła pora na kolejny klasyk - "Piękną i Bestię".

Film w reżyserii Billa Condona (odpowiedzialnego chociażby za "Dreamgirls" czy dwie ostatnie części filmowej sagi "Zmierzch") swoją światową premierę miał pod koniec lutego 2017 roku. I z miejsca stał się komercyjnym przebojem! Ponieważ aktorska wersja "Pięknej i Bestii" pozostała wierna oryginalnej animacji, dopowiadając tylko to, o czym zapomniano w 1991 roku, miłosna historia tytułowych bohaterów po raz kolejny poruszyła serca widzów. 

Poruszyła także uśpioną czujność producentów zabawek. Niestety, nie wszystkich...

Jakimś cudem, firma Mattel, korzystająca dotąd z każdej nadarzającej okazji, by przenieść w świat disneyowskiej fantazji swój flagowy produkt - lalkę Barbie, tym razem odpuściła (a może przegrała walkę?) na korzyść swojej największej konkurencji - Hasbro.

I choć nie jest to błąd na miarę odrzucenia pod koniec lat 70. propozycji stworzenia linii zabawek wzorowanych na "Gwiezdnych wojnach" (ostatecznie wyprodukowanych przez niewielką firmę Kenner, wchłoniętą później właśnie przez Hasbro), to kilka dodatkowo sprzedanych lalek chyba by się przydało. Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu dosyć głośno mówi się o spadku sprzedaży Barbie...

Jestem ciekaw, czy tego żałują?

Bo ja trochę tak...

Głównie dlatego, że moje lalkowe uniwersum ogranicza się praktycznie do produktów firmy Mattel. Wyjątki mogę zliczyć na palcach jednej dłoni. Jestem tak przywiązany do marki, że nawet podczas wizyt w sklepach z zabawkami niechętnie spoglądam w kierunku lalek opatrzonych logiem innych firm...

Tym razem postanowiłem jednak schować kolekcjonerską dumę do kieszeni i dać Mattelowi pstryczka w nos! A co! 

Amerykańska firma Hasbro, założona w 1923 roku przez trzech braci polskiego pochodzenia, od ponad siedemdziesięciu lat zajmuje się produkcją zabawek (dopiero od roku 1942 stało się to priorytetem koncernu). I choć w historii istnienia firmy niejednokrotnie podejmowano temat stworzenia fashion doll (np. Jem, Sindy czy Maxie), będącej godną konkurencją dla lalki Barbie, to właśnie Mattel notorycznie wygrywał starcie w walce o serce małych wielbicielek i pieniądze ich rodziców.

Kilka (a może nawet "naście"?) lat temu firma postanowiła zaprzestać starań w walce o tytuł najlepszej 11,5'' fashion doll i w tej kategorii wielkościowej skupiła się wyłącznie na produkcji disneyowskich księżniczek. Nie dziwi więc fakt, że także i licencję na nową "Piękną i Bestię" Hasbro powstanowiło wykorzystać do granic możliwości...

Dzięki temu otrzymaliśmy aż sześć (!) lalek wzorowanych na filmowej Belli oraz dwa zminiaturyzowane wcielenia Bestii, a w zasadzie jedną Bestię i jednego księcia Adama.

Ponieważ lalki trafiły na rynek w tym samym czasie (2017), przygotowując dzisiejszą prezentację zastosowałem kolejność chronologiczną, adekwatną do tego, co dzieje się na ekranie.

Pierwsza w serii - 'Village Dress Belle' (poniżej, po lewej stronie) to lalka w reinterpretacji kostiumu, w którym to główna bohaterka po raz pierwszy pojawia się na ekranie. Choć jej strój jest jedynie jednoczęściową fantazją na temat filmowego kostiumu, w którym to bohaterka przemierza bajkowe Villeneuve, wykonując przy okazji pierwszy duży musicalowy numer o jakże znamiennym tytule - "Bella", całość dosyć zgrabnie oddaje charakter postaci umiejscowionej w danej scenie. Podobnie ma się sprawa w przypadku drugiej lalki - 'Fashion Collection Belle' (w momencie premiery dostępna wyłącznie w sieci sklepów Target), którą odziano w kostium wzorowany na scenach stanowiących tło do piosenki "Coś" (ang. "Something There"), mających miejsce już w zamku Bestii. Jako bonus dorzucono strój pierwszej lalki w niezmienionej formie. Obie lalki, jako produkty budżetowe i, jak podejrzewam - w założeniu mające trafić w ręce młodszych wielbicieli filmowej produkcji, otrzymały "sztywne" ciała z podstawowymi punktami artykulacji. 

Z racji tego, że aktorski remake dość wiernie odwzorowuje animację z 1991 roku, także i zakres filmowych kostiumów jest mocno ograniczony. Dlatego też połowa wypuszczonych pod logiem Hasbro lalek Belli trafiła na sklepowe półki odziana w wariacje na temat kultowej żółtej sukni, w której to główna bohaterka trafia na zainicjowany pod wpływem chwili i zorganizowany naprędce dwuosobowy bal. Tak oto otrzymaliśmy 'Enchanted Ball Gown' - wersję z artykułowanymi w łokciach i w nadgarstkach rękami, stworzoną najprawdopodobniej z myślą o dorosłych kolekcjonerach (poniżej, po lewej stronie) oraz wersję śpiewającą - 'Enchanting Melodies', niestety - kolejną z prostymi rękami. Coś za coś! 

Co ciekawe - lalka śpiewająca ma zaprogramowaną okrojoną wersję wspomnianej już wcześniej piosenki "Something There", pochodzącej z oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Dziwić może ten wybór, zwłaszcza, że w scenie balu, z której pochodzi wykorzystany kostium, pojawia się nagrodzona Oscarem kompozycja "Beauty and the Beast". Jednakże zważywszy na fakt, że w filmie utwór ten jest wykonywany przez Panią Imbryk, której w wersji anglojęzycznej głosu użycza Emma Thompson, wybór piosenki śpiewanej przez Emmę Watson jest uzasadniony. Dopełnia to iluzję lalki wzorowanej na filmowej Belli, śpiewającej jej filmowym głosem. 

I jeszcze mała dygresja na temat samej sukni. Pomimo iż lalkowej garderobie za wzór posłużył jeden kostium, firma postanowiła zatroszczyć się o nadgorliwego klienta (tak, mowa o nas, Kolekcjonerzy!) i zamiast tworzyć trzy technicznie różniące się od siebie lalki, ubrane w tę samą sukienkę, stworzono technicznie różniące się od siebie dwie lalki ubrane w trzy różne wariacje tego samego projektu. I tak oto wersja z artykułowanymi rękami otrzymała suknię o spódnicy uszytej z imitacji żorżety, której najbliżej do filmowego oryginału, zaś wersja śpiewająca - w suknię, którą zamiast nadrukowanych imitacji haftów, zdobią kilogramy złotego brokatu. Śpiewający mechanizm, proste ręce i brokat utwierdzają mnie w przekonaniu, że ta wersja również powstała z myślą o najmłodszych. 

W tym miejscu chciałbym także wspomnieć o opakowaniach, w jakich podarowano nam lalki. Sam koncept jest dość prosty i przywodzi na myśl od razu dzisiejszy playline konkurencyjnej firmy Mattel - tylną część pudełka stanowi tektura z krótkim opisem i filmowym kadrem postaci w danym kostiumie (umieszczona na odwrocie) oraz grafiką przedstawiającą filmowe wnętrze/lokalizację (wewnątrz), będącą tłem dla samej lalki. Przód natomiast to plastikowa zaokrąglona wytłoczka z nadrukowaną grafiką i naklejką (!) z tytułem filmu, swoim kształtem nawiązująca do klosza, pod którym Bestia ukryła zaczarowaną różę. O ile pudełka doskonale sprawdzają się, jako ekspozytory, niestety są fatalnym rozwiązaniem dla kolekcjonerów, którzy chcieliby lalkę wyjąć, dotknąć, zbadać i schować z powrotem. W przypadku zgrzewanych pudełek jest to niemożliwe! Wielka szkoda... 

 

Pomimo iż Hasbro nie ma dużego doświadczenia w tworzeniu lalek typowo kolekcjonerskich, tym razem firma postanowiła zadbać o dorosłych odbiorców swoich produktów. Z tej też okazji na rynek trafiły dwa gift/doll sety - 'Grand Romance' (poniżej, po lewej stronie) wzorowany na eksploatowanej dość mocno w tej serii scenie balu oraz 'Royal Celebration', także inspirowany balem, ale tym z końcowych scen filmu, zamykających całą opowieść. Dwa monstrualne pudełka (na szczęście - tym razem już standardowe, otwierane), kryjące w sobie dwie odsłony bohaterów całego zamieszania - Piękną i Bestię. 

Choć nie jestem wielkim fanem Kena, w przypadku obu tych zestawów całą moją uwagę kradną lalki-mężczyźni! A w zasadzie... tylko Bestia!

O 'Grand Romance' powiem więcej za chwilę...

'Royal Celebration', będący lalkową ilustracją filmowego happy endu, przedstawia Bellę w nowym, nieznanym nigdy wcześniej (bo niepochodzącym z animacji) stroju oraz księcia Adama już w człowieczej formie, niedługo po zdjęciu klątwy. Mimo iż Hasbro niespecjalnie chyba starało się tworzyć headmoldy wzorowane na rysach aktorów, w tym zestawieniu to właśnie książę zgarnia nagrodę za podobieństwo do pierwowzoru - czyli aktora Dana Stevensa. I choć irytować mogą odlane z białego plastiku nogi, imitujące pończochy czy moldowana (czyli odlana razem z całą główką) fryzura stylizowana na  modę męską XVII wieku, całość sprawia, że na pewno za jakiś czas osobny wpis poświęcę także i tej parze!

 

Oprócz 11,5'' lalek, na licencji "Pięknej i Bestii" pod logiem Hasbro na rynek trafiły także duże dziecięce wersje lalki-Belli oraz dwa zestawy figurek (poniżej). Postanowiłem je Wam przedstawić z racji tego, iż ten pierwszy (także ciężko dostępny), zawierający miniatury zaczarowanych w sprzęty domowe postaci służby jest odwzorowany w skali odpowiadającej właśnie lalkom typu Barbie! Szkoda, że nie dołączono tych miniatur do żadnej z lalek... Drugi zestaw to zwykłe, nieruchome figurki Bestii (około 8 cm) oraz Belli a także miniatura stolika i zaczarowanej róży, ukrytej pod kloszem. Ot, taki tam fajny gadżet. Dla zainteresowanych - dostępny na polskim rynku bez większego problemu.

Temat aktorskiej wersji ukochanej przez miliony kultowej animacji podjęło także Disney Store. W 2017 roku na sklepowe półki trafiły cztery lalki z serii 'Beauty and the Beast: Film Collection' - gift set 'Belle & Gaston' oraz sprzedawane osobno 'Belle' i 'Beast'. W przeciwieństwie do Hasbro, Disney Store, jako wiodący na rynku producent lalek kolekcjonerskich tworzonych na licencji Disneya, potraktowało sprawę poważnie. Stworzono nowe headmoldy, osadzono je na artykułowanych ciałach, a stroje, w które odziano lalki są niemalże miniaturami filmowych kostiumów. Nie obyło się jednak bez kilku potknięć... 

Choć ewidentnie twarz lalkowej Belli była wzorowana na rysach Emmy Watson, efekt finalny kojarzy się raczej z nieco zapomnianym już idolem nastolatek - Justinem Bieberem. Zastosowano tu także rozwiązanie techniczne, które budzi (przynajmniej moją) niechęć - głowa lalki to w rzeczywistości dwa elementy! Jeden z nich stanowi forma główki z rootowanymi włosami, drugi - wykonana z twardego plastiku maska z rysami aktorki! Choć umiejętnie ułożone włosy zgrabnie maskują linię łączenia twarzy z resztą czerepu, błyszczący plastik i zbyt wysokie czoło dają niestety niepokojący efekt. O koślawych nogach, prostowanych na przysłowiowej beczce wspominać nie będę, bo z tego powodu cierpią wszystkie lalki-kobiety wydane pod logiem Disney Store...

W przypadku Bestii także postawiono na dość nietypowe rozwiązanie. Jego ciało to istna lalkowa hybryda! Ręce i nogi, moldowane na wzór owłosionego potwora, osadzone są na podstawowym męskim korpusie, odlanym z brązowego plastiku. Groteskowy efekt dopełnia nienaturalnie wydłużona szyja, na której znajduje się głowa lalki. Iluzję potężnego ciała basiora tworzy tu więc tylko wypchany watoliną kostium. Bestia od Disney Store jest zatem lalką nieprzebieralną!

W całej serii cieszy natomiast obecność antagonisty - Gastona. Lalka jest podobna do ekranowego pierwowzoru, granego przez Luka Evansa, nie ma wypchanego kostiumu i, choć głowę także stanowią dwie części, z racji moldowanych włosów - nie razi to aż tak, jak w przypadku Belli. 

Wielkie brawa dla Disney Store należą się za to za stroje! Widać, że w tym przypadku firma postawiła na jakość, zwłaszcza w przypadku Belli! Wiejskie wcielenie to niemalże zminiaturyzowana wersja filmowego kostiumu, w balowej sukni zgadza się ilość falban na spódnicy, a żakiet Bestii, pomimo zaszytego w kostiumie "ciała", da się zdjąć! Brawo! 

 

Po rozległym wprowadzeniu, pora przyjrzeć się bohaterom dzisiejszego wpisu...

Jak już wspomniałem, pudełko gift setu 'Grand Romance' imponuje rozmiarami. Jest ono także znacznie większe, niż w przypadku drugiego zestawu - 'Royal Celebration', jednakże jest to podyktowane wyłącznie różnicą w rozmiarach Bestii i księcia Adama. Całość zaprojektowano tak, by umieszczone wewnątrz lalki tworzyły iluzję bohaterów zatrzymanych w kadrze podczas sceny we wspaniałym wnętrzu sali balowej. 

Róg pudełka zdobi oczywiście filmowa grafika pochodząca ze wspomnianej sceny. Tak, na wszelki wypadek, gdyby nadal ktoś nie wiedział, co było inspiracją do stworzenia tych konkretnych lalek...

Z tyłu - krótki opis i kolejny kadr filmowy. 

Co ciekawe, spód pudełka skrywa instrukcję montażu ogona Bestii. To ekologiczne rozwiązanie bardzo mi odpowiada!

W przypadku tak dużego pudełka, fotografowanie lalek przez szybkę jest bardzo uciążliwe. Dlatego cieszę się, że w obu gift setach zastosowano standardowe opakowania z wysuwaną wewnętrzną tekturą. Po wyjęciu - pierwsze zaskoczenie! Lalki przytwierdzone są do tła tak, że ich stopy nie mają kontaktu z podłożem. Choć rozumiem, że dzięki temu zabiegowi lalki lepiej prezentują się "za szybką", Bella unosi się nad tekturową podłogą na tyle wysoko, że znacznie zaburza to odbiór różnicy w wysokości lalek. Choć w ostatecznym rozrachunku dobrze, że Hasbro zadbało o ten szczegół. W końcu w filmie także Bestia jest o wiele wyższa!

Bella, wchodząca w skład zestawu 'Grand Romance' to technicznie ta sama lalka, co 'Enchanted Ball Gown' (czyli "kolekcjonerska wersja"), sprzedawana oddzielnie. Jedyną różnicą jest suknia lalki! Choć oba stroje zostały stworzone w oparciu o ten sam wykrój, w przeciwieństwie do swojego samotnego wcielenia, kostium sparowanej Belli wykonano z gorszej jakości materiałów. Uboga w ilość marszczeń spódnica i obsypany brokatem gorset zostały odszyte z dość sztywnej imitacji satyny, zaś dwie falbany (oryginalnie trzy; co za oszczędność!) z półprzezroczystej poliestrowej organzy. Na szczęście zachowano nadrukowane hafty! 

Przyznajcie - zamieszanie z balową suknią może przyprawiać o zawrót głowy! Czy nie lepiej było zaoszczędzić na produkcji 'Enchanted Ball Gown', a w jej stosunkowo dobrze wykonany kostium ubrać lalkę z tego gift setu? Wówczas wersja "śpiewająca" byłaby typową zabawką dla dzieci, a 'Grand Romance' produktem kolekcjonerskim. 

Najwidoczniej koszty produkcji Bestii trzeba było jakoś wyważyć. Padło więc na garderobę Belli...

Choć headmold, jakim została obdarzona Bella jest luźno inspirowany realnymi rysami Emmy Watson, prosta graficyzacja i dobrze dobrany kolor włosów tworzą mimo wszystko zgrabną całość. 

Pomimo odartego z oryginalnych szczegółów projektu stroju, Hasbro zadbało o podstawowe detale balowej stylizacji. Bella otrzymała więc pojawiający się w filmie złoty naszyjnik. Odlany co prawda w jednym kawału, ale jest! Nie będę jednak ukrywać, że wisiorek na złotym sznureczku, imitującym łańcuszek, który pojawia się w wersji Disney Store, podoba mi się bardziej...

Zgrabnie splecione włosy Belli zdobi natomiast złota tiara. I na tym kończą się biżuteryjne akcenty, inspirowane filmem. 

Podobnie, jak 'Enchanted Ball Gown' i ta Bella otrzymała artykułowane ręce. W jej przypadku jest to jednak uzasadnione - po wyjęciu lalek z pudełka, ruchome stawy umożliwiają upozowanie lalek w tanecznej pozie, znanej chociażby ze zdjęć promocyjnych. 

Oprócz rąk, wspólnym mianownikiem obu lalek jest... tekturowa róża. Miły akcent, ale... serio, Hasbro? Stworzyliście miniaturowe zaczarowane sprzęty domowe, a nie byliście w stanie odlać z plastiku róży? 

Utrzymywana w kształcie idealnego dzwonka za pomocą profilowanej tektury spódnica skrywa jeszcze jeden sekret. Buty! I to jakie? Inspirowane stylem Ludwika Podejrzanego trzewiki, które są trzykrotnie większe od klasycznych szpilek lalki Barbie! I, mimo iż karykaturalny rozmiar balowego pantofelka podyktowany jest różnicą w wielkości stóp plastikowych rywalek, widok takiego buciora przywodzi mi na myśl mattelowską serię 'My Scene'

Podsumowując - pomimo wielu mankamentów, lalkę Bellę uważam za udaną. Zmniejszyłbym buty, zmieniłbym suknię, a w dłoń wetknął plastikową różę. Ale i w fabrycznej formie się sprawdza. Lecz tylko, jako część zestawu!

Tyle o niej...

Czas przyjrzeć się Bestii

W przeciwieństwie do animowanej "Pięknej i Bestii", filmowa wersja oczarowała mnie właśnie postacią księcia zaklętego w potwora. Zgrabne nakreślenie jego motywacji, wynikających z trudnego dzieciństwa, rozbudowane ukazanie wewnętrznej przemiany, jaka miała miejsce pod wpływem obcowania z Bellą i, oczywiście - dodanie do ścieżki dźwiękowej piosenki "Aż po zmierzch' (ang. "Evermore"), która ostatecznie w latach 90. nie weszła do animacji, sprawiły, ze Bestia zawładnęła mym sercem. Tym samym sprawiła, że zestaw 'Grand Romance' trafił do mojej kolekcji...

Podobnie, jak wybranka jego serca, także Bestia nie została stworzona jeden do jednego w oparciu o filmowy pierwowzór. To raczej reinterpretacja Bestii, plastikowe wyobrażenie na jego temat. Na szczęście - udane!

Twarz, pomimo moldowań imitujących owłosienie (bardziej adekwatne słowo "sierść" jakoś mi nie pasuje w kontekście Bestii), ma w sobie jakiś ludzki pierwiastek. Może to nadrukowane oczy, może ładnie wyprofilowane usta? Ciężko powiedzieć...

Ponieważ Bestię łatwiej zaklasyfikować do świata tzw. action figures, aniżeli świata lalek Barbie, w tym przypadku nie dziwi mnie zastosowanie dwuczęściowej głowy (osobna twarzoczaszka i osobna czupryna z rogami). Domyślam się, że produkcyjnie było to korzystniejsze rozwiązanie. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę kwestię nakładania farby, czy pokrywanie poszczególnych elementów flockiem.

Pomimo wciąż niesłabnącego uczucia, jakim darzę tę lalkę, za każdym razem muszę przymykać oko na ślady kleju, które pozostały na czole czy na linii brody, gdzie winyl przechodzi we flock. Czy w czasach masowych produkcji lalki kolekcjonerskie są z góry skazane na takie niedociągnięcia?

 

Strój Bestii, wzorowany na filmowym kostiumie, choć uszyty z tanich materiałów, dzięki detalom w postaci koronkowych rękawów i żabotu, czy nadrukowanym złotym haftom jest całkiem przyjemny dla oka. W przeciwieństwie do wersji wyprodukowanej dla Disney Store, gdzie skrywający białą koszulę zszytą z kamizelką żakiet stanowi osobny element garderoby, Hasbro wybrało prostsze i tańsze rozwiązanie - wszystko zszyto w całość! Usprawiedliwieniem dla oszczędności może być fakt, że w tym przypadku kostium nie jest jednocześnie ciałem lalki! Ta Bestia otrzymała prawdziwe, potężne ciało basiora! Dodatkowe warstwy materiału mogłyby więc zaburzyć wizualny odbiór jego kształtów.

Jak wspomniałem, Bestia otrzymała realistyczne ciało potwora, będącego w rzeczywistości połączeniem sześciu zwierząt - lwa, bizona, dzika, goryla, wilka i niedźwiedzia. Inspirowany XVII-wieczną modą strój skrywa zatem pokryte flockiem kończyny, połączone z "nagim", plastikowym torsem, wzbogaconym o "włochate" moldowania. Minusem tego ciała jest podstawowa artykulacja (nogi i ręce poruszają się tylko w przód i w tył), wzbogacona wyłącznie o ruchome nadgarstki.

Tuż za Bestią, do wewnętrznej tektury przymocowany jest jego ogon. Ponieważ zamontowany uniemożliwiłby ekspozycję lalki w pudełku, Hasbro, podobnie, jak Disney Store postanowiło zrobić z niego odrębny element. Z tą różnicą, że w tym przypadku po montażu ogon stanowi integralną część lalki, zaś u Bestii od Disneya - jest on na stałe przyszyty (!) do spodni. Genialne rozwiązanie!

Mimo kilku niedociągnięć projektowych i produkcyjnych, to właśnie Bestia jest moim faworytem w zestawie 'Grand Romance'. Gdyby była sprzedawana oddzielnie, nie wiem, czy Bella znalazłaby się w mojej kolekcji... Choć przyznaję - razem bardzo dobrze prezentują się na półce! :)

A Wy co sądzicie o gift secie 'Grand Romance'?

To chyba najlepszy moment, by odświeżyć sobie "Piękną i Bestię"

Do zobaczenia następnym razem! :)

 

© Barbie Collection Blog
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci