Menu

Barbie Collection Blog

Wszystko, co chcieliście wiedzieć o Barbie, ale baliście się zapytać...

Hracek - Toy Museum (2014) (cz. 1)

barbiecollector

Witajcie! Nie traćmy czasu, przejdźmy od razu do tematu! ;)

Czymże dla kolekcjonera lalek Barbie byłaby wyprawa do czeskiej Pragi bez wizyty w Muzeum Zabawek? Zwłaszcza, jeśli powszechnie wiadomo, że w większości na ekspozycję składają się lalki?!

Hracek, bo tak właśnie nazywa się muzeum, będące celem mojej (a teraz, mam nadzieję, także i Waszej) wycieczki, znajduje się w samym centrum praskich atrakcji - na Hradczanach, tuż obok Złotej Uliczki, nieopodal zamku i Katedry św. Wita. Powstało ono w 2012 roku dzięki kolekcjonerskiej pasji i wielkiemu entuzjazmowi jego właściciela - Ivana Steigera. Wystawiane zabawki, pochodzą przede wszystkim z okresu 1940-1989 i w większości wchodzą w skład jego prywatnej kolekcji. 

Pierwszy poziom muzeum*, usytuowanego w niepozornej kamieniczce, przede wszystkim zdobią gabloty pełne starych lalek (ku mojej wielkiej uciesze!) oraz bogato wyposażonych domków, dopracowanych w najmniejszych szczegółach. Do tego całe to bogactwo strojów, akcesoriów i te... przerażające twarze! Miłośników motoryzacji i typowo "męskich" zabawek zainteresować powinny natomiast tysiące tych mniejszych i tych całkiem dużych blaszanych samochodów, imponujące makiety z drewnianymi kolejkami oraz kilka pomniejszych gablot wypełnionych po brzegi ołowianymi żołnierzykami, robotami z lat 80., a nawet pluszowymi niedźwiadkami!

* "Parterem" tudzież "pierwszym piętrem" nazwać tego nie można, bo inaczej jak wyjaśnić wijące się ku górze strome, drewniane schody, wznoszące się na jakieś trzy tysiące kilometrów nad poziom morza?! 

 

To, co szybko zwróciło moją uwagę, to brak jakiejkolwiek numeracji poszczególnych eksponatów i obszerniejszych opisów, zawierających chociażby datę i kraj produkcji oraz, ewentualnie nazwę firmy, która pokusiła się o stworzenie tych cudeniek. Zamiast tego, widzimy chaotycznie porozstawiane karteczki z krótką notką, dotyczącą... W zasadzie sama myśl, że gdzieś nade mną znajduje się pierwsza lalka Barbie, skutecznie odciągnęła moją uwagę od informacji zaserwowanych na białych kartonikach. Choć, pomimo ogólnej niewiedzy i tak niemalże połykałem każdą z gablot wzrokiem! 

Celuloidowo-materiałowa wersja disneyowskiej Śnieżki i jej siedmiu miniaturowych kompanów (wyprodukowane pod koniec lat 30. XX wieku) urzekła mnie chyba najbardziej! Żadna z wydanych w późniejszych latach Śnieżek nie była aż tak wierna animowanemu pierwowzorowi!

Mały przedsmak przed wejściem na kolejne piętro! Pośród metalowych modeli samochodów i mechanicznych postaci, jeżdżących na motocyklach stoi Truly Scrumptious Barbie* (1969), czyli jedna z pierwszych (obok Twiggy i Diahann Carroll) lalek wzorowanych na gwiazdach show biznesu. Tylko czemu stoi właśnie tutaj, a nie obok swoich koleżanek - gwiazd srebrnego ekranu?

* tu akurat - wersja standardowa; wersja druga - "niestandardowa", poza innym strojem, wyposażona była także w mechanizm mówiący (Talking Truly Scrumptious); obie z twarzą opartą o headmold Francie 1965

Zaraz po Śnieżce i Truly Scrumptious Barbie, moją uwagę skradły holenderskie drewniane lalki, ubrane w stroje z początków XIX wieku, przywodzące na myśl filmowe adaptacje powieści Jane Austen. Czyżby te lalki wybierały się na bal do Netherfield? 

A to, jak mniemam, główni bohaterowie wieczora - Elizabeth Bennet i Pan Darcy? 

Wy także zaczęliście się zastanawiać, jak te rzeźbione lalki wyglądają bez przyodziewku? Viola! Twórca wystawy pomyślał o wszystkim! 

PS. Was też pewnie zaskoczyła ta artykulacja?

A to taka malutka ciekawostka - miniaturowe artykułowane lalki dla... lalek! 

Jednym z wielkich plusów, rzadko spotykanych w takich miejscach, oczywiście oprócz wspaniałej lokalizacji i tanich biletów, jest to, że na terenie muzeum nie obowiązują żadne ograniczenia dotyczące korzystania z aparatów fotograficznych! Plus ten, niestety, jest zarazem największym minusem, o ile trafi się do muzeum Hracek w piękny słoneczny dzień! Wówczas to każda z szyb - jak na złość, nie dość, że odbija światło gablot stojących w pobliżu, odbija także światło z okien, w które, w godzinach popołudniowych słońce świeci niemalże centralnie. Zrobienie więc jakichkolwiek sensownych zdjęć graniczy z cudem... Stąd w mojej foto-relacji widoczne liczne odbicia, odblaski, czasem moje bujne włosy, a dłoń dzierżąca aparat... ;)

Z drugiej strony, gdyby nie szyby, do tych gablot wolałbym się nie zbliżać... Czy tylko mnie te pozornie urocze lalki napawają przerażeniem?

Mam nadzieję, że podczas tworzenia tej trocinowej ekspozycji nie ucierpiał żaden z pluszowych niedźwiadków... 

Na koniec dość przyśpieszonej foto-wycieczki po pierwszym poziomie muzeum Hracek, moja ulubiona creepy zabawka - rzeźnik! Czyż nie wygląda nazbyt realistycznie?! ;)

Jeszcze tylko kilka zdjęć z manekinem-Barbie w skali 1:1, wystylizowanym na wczesnego Ponytaila i pora wejść na górę, gdzie na zwiedzających czeka wystawa lalek Barbie, stworzona z myślą o obchodach 50. urodzin Teen Age Fashion Model.

Ale najpierw... schody! 

 

W dość mrocznej atmosferze ("Chryste, myślałam już, że te schody się nie skończą!"), tuż naprzeciw klatki schodowej, zwiedzających wita protoplastka Barbie - niemiecka lalka Bild Lilli, obecna na rynku w latach 1955-1965. Początkowo, ta produkowana w oparciu o dość odważne komiksy skierowane do płci męskiej lalka, niespodziewanie szybko stała się fenomenem wśród dzieci, które zamiast niańczyć lalki-bobasy, wolały czesać nylonowe włosy i wciskać miniaturowe kobiece ciało w kuse, miniaturowe ciuszki. W roku 1956, będąca na wakacjach w Europie Ruth Handler - żona współzałożyciela amerykańskiej firmy zabawkarskiej Mattel Inc., szybko dostrzegła fenomen Bild Lilli. Kupiła trzy egzemplarze, wróciła do Stanów i... I tak właśnie postała Barbie!

Ale o niej za chwilę... ;)

Najmniejsza, najciemniejsza, ale chyba najcenniejsza gablota, w której znajdują się cztery lalki 12" (odpowiadające wielkości Barbie - 11.5"), dwie 7,5" lalki, fotokopie komiksów, od których wszystko się zaczęło, a także reklama prasowa samej lalki oraz... no właśnie?!

Czyżby były to matryce, na podstawie których wykonywano odlewy główki Bild Lilli? Jakieś formy testowe?

Niestety, jak już wspomniałem, gablota, w której znalazła się Bild Lilli, była jedną z najciemniejszych. Podejrzewam, że słabe oświetlenie wynika tylko i wyłącznie z przezorności o wpływ światła na tworzywa, z jakich wykonano nie tylko samą lalkę, ale i jej garderobę. W związku z tym, zdjęcia są, jakie są... 

Pomimo piorunującego wrażenie, jakie na kolekcjonerze lalek Barbie robi widok stojącej za szybą zabawki, od której wszystko się zaczęło, nie mogę ścierpieć tego, że choć zachowane w tak idealnym stanie, lalki te są tak zaniedbane! Doprawdy nie wiem, jak można było wstawić Bild Lilli do gabloty bez uprzedniego przywrócenia jej fryzurze chociażby odrobiny pierwotnego blasku?! Co najgorsze, problem ten widoczny będzie także i w dalszej części wystawy...

Jeszcze tylko rzućcie okiem na te niesamowite, nienaturalnie wygięte łydki i charakterystyczne dla Bild Lilli czarne, wmoldowane (odlane razem ze stopą) szpileczki! Cudo! 

 

I wreszcie!

Jedyna, niepowtarzalna i niesamowita - Barbie!  

W tle (w rzeczywistości: pomiędzy gablotą z Bild Lilli a gablotą z wczesnymi lalkami Barbie) stoi gablotka ze sztuczną choinką i starymi zabawkami-ozdobami. Nie pytajcie proszę, co ma piernik do wiatraka, bo ja także tego nie wiem!

Tak, jak patrzenie na Bild Lilli przyśpieszyło akcję mojego serca, tak widok Barbie #1 nie dość, że ją momentalnie zatrzymał, to, jakby tego było mało, niemalże wrył mnie w podłogę! Dłuższą chwilę zajęło mi odklejenie nosa od szyby i uświadomienie sobie, że jednak po coś trzymam ten aparat w ręku. Dopiero wtedy zacząłem bacznie obserwować, jak właściwie skonstruowane są te galoty i zacząłem się zastanawiać, ile czasu bym zyskał i gdzie zdążyłbym dobiec, zanim pracownicy muzeum zorientowaliby się, że czegoś w ekspozycji zabrakło... Koniec końców, postanowiłem podziwiać dalej. Może następnym razem zabiorę ze sobą śrubokręt... ;)

Informacje zamieszczone na kartonikach pod Barbie #1 były chyba jedynymi, które przeczytałem. A przynajmniej na pewno tymi, które zapamiętałem! Przynajmniej częściowo...

W każdym bądź razie, wspominały o niestabilnym barwniku, dodanym do winylu, który w przeciągu kilku lat od momentu produkcji całkowicie wytrącił się z tworzywa, powodując nienaturalny kolor ciał pierwszych egzemplarzy Barbie. Na zdjęciach co prawda tego nie widać, ale w rzeczywistości lalki od #1 do #3 są niemalże białe!

Tu także doskonale widać to, o czym wspomniałem przy okazji Bild Lilli - rozumiem, że Barbie #1 jest świętością sama w sobie, ale czy nie można było związać włosów w dolnej partii ponytaila?

Po prawicy "Jej Świątolalczalności" stoi Barbie #2, blondynka, na szczęście z nienagannym ponytailem! Zwróćcie uwagę, że #2 ma bolce stojaka pod pachami, podczas gdy #1 stoi samodzielnie dzięki specjalnemu systemowi otworów w stopach i dopasowanych doń wypustek w stojaku (których na zdjęciu oczywiście nie widać)!

Po lewej stronie natomiast znajdują się dwie wersje Barbie #3 - blonde i brunette. Od razu widoczne są różnice pomiędzy #1 i #2, a #3 - brwi o łagodnym łuku oraz niebieskie tęczówki. Podobnie, jak swoja poprzedniczka, Blondynka zachowana jest w stanie niemal idealnym. Brunetka natomiast... ciężko mi było to określić! A uwierzcie, że dłuuugo się jej przyglądałem! Do tej pory nie wiem, czy farba stanowiąca malunek twarzy aż tak wyblakła, czy jej twarz jest po prostu zakurzona?

Nieopodal stoi kolejna Barbie #3, także blonde, ubrana w suknię Solo In The Spotlight #982 (1960-1964), cierpiąca na tę samą przypadłość, co Brunetka ubrana w kostium-zebrę - wyblakła czy brudna?

Szkoda, bo według mnie taka niedbałość o drobne szczegóły wpływa na odbiór całej wystawy. Po wyjściu z muzeum radość mieszała się we mnie z irytacją! (Choć oczywiście wygrała radość i uczucie spełnienia!) Z wielką przyjemnością i nabożną czcią odświeżyłbym jednak te wszystkie przykurzone i rozczochrane lalki! ;)

Obok pierwszych egzemplarzy lalki Barbie, w tej konkretnej gablocie znajdują się także i jej późniejsze wydania (Ponytail od #4 do #5, Bubblecut, Swirl, Fashion Queen), prezentujące tym samym garderobę Teen Age Fashion Model, produkowaną na początku jej kariery. 

I tak od lewej mamy: Winter Holiday #975 (1959-1963), Picnic Set #967 (1959-1961), sukienka Easter Parade #971 (1959) oraz Resort Set #963 (1959-1962). Przed lalkami, na manekinach (również patrząc od strony lewej) - Suburban Shopper #969 (1959-1964) oraz sukienka Roman Holiday #968 (1959). 

Obok manekina prezentującego sukienkę i koszyk z zestawu Suburban Shopper #969 (1959-1964) stoi Ponytail #5 (cierpiąca na syndrom "kleistej twarzy"), ubrana w błękitną bieliznę Lingerie Pak (1962-1963).

Nieco zaniedbany (żeby nie powiedzieć "rozczochrany"!) Swirl Ponytail (1964-1966) prezentuje natomiast czarną wersję kolorystyczną Lingerie Pak (1962-1963).

Tycjanowski Ponytail #6 ubrany jest w komplet Nighty Negligee Set #965 (1959-1964). 

Na szczęście ta Barbie jest czysta i uczesana! 

I na koniec dzisiejszego wpisu, znana i lubiana Barbie Fashion Queen (1963-1965), prezentująca swoje umiejętności kulinarne w stroju Barbie-Q #962 (1959-1962). Tuż za nią (po lewej) Brunette Swirl Ponytail jako Registered Nurse #991(1961-1964) oraz (po prawej) Blonde Bubblecut Barbie jako American Airlines Stewardess #984 (1961-1964). 

Doprawdy nie wiem, czemu nie zrobiłem ani jednego zdjęcia całej tej witryny!?

Na dziś to tyle! 

Dziękuję Wam za to, że postanowiliście wybrać się razem ze mną w foto-wycieczkę po muzeum Hracek. W kolejnym wpisie kontynuujemy podróż! Czekają na nas całe lata 60. i 70.!

Do zobaczenia! :)

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [BarbieDream] *.dynamic.chello.pl

    Bosz.. Jak ja Ci zazdroszczę. Marzę żeby się tam wybrać...! Pewnie jak ty nie mogłabym się odlepić od tych witryn...!
    Tyle cudów... Choć z drugiej strony zawsze myślałam sobie, że to byłoby zabawne podziwiać w muzeum niektóre lalki, które mam u siebie na półce.. ;p
    Nie każ nam długo czekać na kolejne pooosty....!

  • Gość: [dollbby] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    cudne są, ale fakt... jak na taką wystawę to prezentacja woła o pomstę do nieba.... Zazdraszczam bo to na pewno wystawa warta zobaczenia :D

  • Gość: [Ania z Doll Second Hand] *.play-internet.pl

    Cuda i dziwy na tej wystawie. Kilka lat temu, kiedy byłam w Pradze, zupełnie nie wiedziałam, że jest tam takie muzeum, ech :/

© Barbie Collection Blog
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci