Menu

Barbie Collection Blog

Wszystko, co chcieliście wiedzieć o Barbie, ale baliście się zapytać...

Destiny's Child: Beyoncé Knowles Barbie Doll (2005)

barbiecollector

Był rok 2003. Pewien mały chłopiec, przeczesując bezkresny ocean kanałów telewizji satelitarnej natrafił na notowanie najlepszych wakacyjnych przebojów w jednej ze znanych do dziś stacji muzycznej. Pomimo tego, że muzyka jakoś nigdy specjalnie go nie interesowała, prawdopodobnie z powodu bólu mięśnia, odpowiedzialnego za zmianę kanału, postanowił zatrzymać się choćby na chwilę... I stało się! Miłość od pierwszego wejrzenia! Powszechnie znane objawy tejże "choroby" to nic w porównaniu z tym, z czym przyszło owemu młodemu człowiekowi zmagać się przez kolejne lata! Któż jednak mógłby się oprzeć tej niebiańskiej istocie, wijącej się w kusych szortach na betonowym podjeździe albo tańczącej w neonowo-pomarańczowej sukience Versace na tle wielkiego wiatraka? 

Cóż mógł więc zrobić nastolatek, mieszkający w nieznanej nikomu Polsce, podczas gdy jego ukochana była hen hen, za wielką wodą? Wiele rzeczy! Mógł na przykład nabyć jej płytę. Albo dwie! Albo od razu całą dyskografię jej i zespołu, do którego kiedyś należała! Albo, dodatkowo, różne wydania tych samych albumów, dajmy na to, drugą solową płytę w pięciu kopiach - jedna z USA, druga europejska i trzy japońskie! Ale co dalej? Koncerty na DVD. I filmy! W kilku zagrała! Jak filmy, to i ścieżki dźwiękowe! Koniecznie plakaty na ścianę! Chociaż nie, bo się zniszczą... Obowiązkowo wszelkie wycinki i artykuły z gazet! Nawet, jeśli zdobywając takowe materiały będzie trzeba najeść się wstydu w poczekali u dentysty! Wszelkie gadżety - od etui na płyty z wizerunkiem swojej miłości, przez reklamowany jej imieniem telefon, po sygnowane nazwiskiem perfumy...

Dziesięć lat później, pewnego zimowego dnia ten sam chłopak obudził się wcześnie rano (a do rannych ptaszków nie należy!), by spełnić swoje wielkie marzenie! Zasiadł więc przed komputerem z promiennym uśmiechem, włączył stronę eBilety i... przez kolejną godzinę klikając przycisk "odśwież", odświeżył sobie wszelkie poznane w ciągu życia inwektywy. Pomimo podniesionego ciśnienia i żądzy mordu w oczach, na szczęście (dla organizatorów pewnego majowego koncertu) bohaterowi tejże historii udało się kupić ostatni możliwy karnet, upoważniający go do wejścia do strefy tuż pod sceną, na koncercie jego jedynej wielkiej miłości - BEYONCE'...

Historia ta byłaby niekompletna bez wzmianki o pewnym bardzo ciekawym gadżecie, przynależącym równolegle do dwóch kolekcji tegoż młodzieńca... Gadżecie po raz pierwszy wypatrzonym jeszcze za czasów gimnazjum w znamienitym czasopiśmie młodzieżowym "Bravo!", później odnalezionym w zasobach wszechmocnego Internetu. Gadżecie równie wymarzonym, co niedostępnym (bo i kto by wtedy pomyślał, że ów gimnazjalista będzie sprowadzał lalki zza oceanu za sprawą eBay'a?!). Gadżecie, o którym chłopak opowiadał dzień i noc, i traf chciał, że "akurat ni stąd, ni zowąd" w pobliżu znalazło się wujostwo, mieszkające na stałe w Stanach Zjednoczonych. Podejrzewam, że radość i emocje towarzyszące oględzinom tajemniczej paczki były niczym, w porównaniu z tym, co będzie się działo z naszym bohaterem 25. maja - pełnia szczęścia, płacz, ciarki przeszywające ciało... To tylko moje podejrzenia!  

W każdym bądź razie, chłopak dostał to, czego chciał - Barbie Beyoncé! I choć później lalki zaczął kupować masowo, żadna z nich nie sprawiła i prawdopodobnie nigdy nie sprawi tyle radości, co ubrana w różową suknię Afro Amerykanka...

Dosyć wspomnień, czas na lalki...

Co prawda lalka Beyonce była pierwszym modelem, jakiemu poświęciłem wpis na blogu i gościła tu nie raz, z racji tego, że sama artystka powraca po kilkumiesięcznej nieobecności i wraz z przygotowaniami do wydania piątego solowego albumu rozpoczęła nową erę w swojej twórczości, postanowiłem przypomnieć Wam jej winylową podobiznę. Przypomnieć i nieco lepiej przedstawić, w przeciwieństwie do pierwszego razu ;)

W roku 2005, kiedy to Destiny's Child święciły triumfy popularności (oczywiście, poza Polską), firma Mattel postanowiła uhonorować ich dorobek artystyczny, wypuszczając limitowaną serię lalek Barbie, wzorowanych na (poniżej, od lewej) Beyoncé Knowles, Kelly Rowland i Michelle Williams. Tak też powstało winylowe trio diw, ubranych w galowe suknie, które w tym momencie określane są mianem very hard to find (zwłaszcza Kelly i Michelle). Do tej pory nie mogę pojąć faktu, że lalki ubrano w specjalnie zaprojektowane na tę okazję kreacje! Czy nie lepiej było stworzyć miniaturowe kopie czegoś, w czym Destiny's Child pojawiło się w rzeczywistości?

O wiele ciekawszym i przez to bardziej nurtującym mnie zabiegiem było samo tworzenie lalek! Beyoncé, jako jedyna otrzymała stworzony z myślą o sobie headmold (sygnowany datą 2004 i nazwą zespołu), za to twarze jej koleżanek oparto na odlewach znanych z pobocznej linii afro amerykańskich lalek, niezwiązanych bezpośrednio z Barbie - Shani 1990 (Michelle) i Asha 1990 (Kelly)! Obydwie lalki otrzymały również modyfikację ciała Twist N Turn 1966 z rękoma point to side prostymi w łokciach (tzw. ręce typu Shani). Natomiast znaną ze swoich krągłości Beyoncé obdarzono  nieco pełniejszym w biodrach ciałem Belly Button 1999.

Z racji tego, że nie darzę ciała Belly Button szczególnym uwielbieniem, było ono dla mnie wielką skazą na wizerunku Barbie Beyoncé. W związku z tym, pomimo moich niechęci do jakichkolwiek zmian stanu fabrycznego lalek, postanowiłem dokonać pewnej zamiany. Dawczynią ciała stała się Afro American Miss Opal Barbie (2007), z kolekcji The Birthstone Beauty, która, jako nowa posiadaczka ciała BB, poszła w świat. Natomiast Beyoncé od tamtej pory prezentuje się z gracją na ciele Model Muse 2003...

To, czego zabrakło mi w pierwszym wpisie dotyczącym Barbie Beyoncé, to pudełko! Co prawda zmaltretowanie podróżą oraz ciągłym otwieraniem i zamykaniem, ale nadal jest...

Wewnątrz, oprócz lalki, znaleźć można było bransoletkę w skali 1:1 z wisiorkiem w kształcie gwiazdki (w przypadku każdej z lalek model biżuterii pozostał ten sam, zmienił się tylko kolor ozdoby w zależności od koloru sukni lalki)...

...oraz plakat z wizerunkiem pierwowzoru! Wykorzystane zdjęcie pochodzi z sesji promującej ostatni wspólny album studyjny Destiny's Child - "Destiny Fulfilled" (2004), dzięki czemu, po uzbieraniu całej kolekcji, pojedyncze plakaty można połączyć w jeden!

Pozostając w klimacie szczegółów... Co prawda na pudełku próżno szukać informacji dotyczącej labela czy nazwy serii, do której lalki Destiny's Child przynależą, jednakże ze strony Mattela wiadomo, że była to limitowana, ekskluzywna seria (ilość egzemplarzy na rynku pozostaje bliżej nieznana!), na którą dziś trudno nawet trafić na eBay'u w cenie nieprzyprawiającej o zawrót głowy! Więc, jak na serię kolekcjonerską przystało, firma Mattel zadbała o każdy szczegół... No! Może nie o headmoldy Kelly i Michelle!


Zwróćcie uwagę na to, że nie tylko front główki został stworzony zgodnie z rysami Beyoncé... Także jej uszy są wiernie odwzorowane! Jeśli nie widzieliście nigdy uszu Beyoncé, uwierzcie mi na słowo! ;-)

Małym rozczarowaniem była srebrna bransoletka, zrobiona z kawałka srebrnej, metalicznej nici...

Zrekompensowały to jednak biało-różowe pióra, zdobiące dół sukni-syreny. Co ciekawe, biżuteryjny element, z którego zdają się wychodzić pióra to w rzeczywistości część kolczyka!

Na koniec - buty. Srebrne klapki typu open toe shoe, które są dziwnie wyprofilowane, przez co można odnieść wrażenie, że obydwa są lewe...

 Jak już wspomniałem, sygnatura na karku zawiera datę powstania prototypu headmoldu, czyli rok 2004 oraz nazwę zespołu - Destiny's Child.

Czas na odrobinę spamu zdjęciowego...

Zwróćcie uwagę na te RZĘSY

A propos samej kreacji, można doszukiwać się pewnego podobieństwa w kroju górnej części owej sukni. Przywodzi mi ona na myśl bladoniebieski strój, w którym Beyoncé promowała w 2004 roku sygnowane swoim nazwiskiem perfumy Tommy'ego Hilfigera - True Star.

Dobór koloru także jest według mnie dziwny, z racji tego, że Beyoncé w różu to dość niecodzienny widok (chyba, że obejrzymy teledysk do piosenki "Check On It"). Doszedłem jednak do wniosku, że był to ze strony firmy zabieg celowy! Podobnie, jak będąca tą najważniejszą, przyciągająca uwagę swoimi różowymi ubraniami Barbie, tak tu, w przypadku lalki Beyoncé, różowa suknia ma zaakcentować, która z tria jest tą jedyną! Potwierdzeniem mojej teorii może być chociażby fakt stworzenia osobnego headmoldu na potrzeby tego jednego modelu...

- Ale zaraz, zaraz! Kto dobiera się do mojego pudełka?

Kilka lat wcześniej, dokładnie w roku 2001, firma Hasbro, będąca najsilniejszym konkurentem Mattela, jako pierwsza wpadła na pomysł wykorzystania popularności zespołu Destiny's Child! Efektem współpracy była limitowana seria lalek (poniżej, od lewej) Kelly, Beyoncé i Michelle. Bazując na wymiarach i ciele Sindy - najlepiej sprzedającego się w latach 90. klona Barbie, firma Hasbro stworzyła trzy oddzielne headmoldy, wzorowane na rysach piosenkarek. Lalki zostały ubrane w zminiaturyzowane repliki strojów, w których dziewczyny wystąpiły na rozdaniu nagród Grammy w 2001 roku.

Paradoksalnie, Beyoncé w wersji Hasbro jest niezbyt podobna do siebie, za to Kelly i Michelle, w porównaniu z tym, co w 2005 roku wypuścił na rynek Mattel, wypadają o wiele lepiej...

Podobnie, jak w przypadku lalek Destiny's Child sygnowanych logiem Mattel, tak też wersje Hasbro są niezwykle trudne do zdobycia. Mnie się jednak udało! Opłaciło się przeszukiwanie najtańszych aukcji na Allegro, w których często sprzedawcy nie wiedzą, co sprzedają... 

Beyoncé od Hasbro trafiła do mnie bez oryginalnego stroju, co zmusiło mnie do wykorzystania dziecięcych umiejętności krawieckich. Efektem jest sukienka wzorowana na tej, w której Beyoncé taneczną sekwencją zamyka teledysk do piosenki "Crazy In Love". Co prawda nie jest to arcydzieło, ale przynajmniej brak oryginalnego outfitu nie spędza mi snu z powiek...

Jak widzicie, Beyoncé od Hasbro także została poddana zabiegowi wymiany ciała. Dawcą stała się Artsy z pierwszego wypustu serii 'Fashionistas' (2009).

Pomimo nieco karykaturalnej głowy, małych oczu i wszywanych jak u taniego klona włosów, gdzieś w tym headmoldzie, w farbie i graficyzacji twarzy dostrzegam dawny urok Beyoncé...

A Wam, która bardziej się podoba? 

 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [dollbby] *.cn.net.pl

    Wiadomo - Mattel 1:0.... Panna od Hasbro straszy Karykaturą... Poza tym fajnie ;D Chociaż posilili się o odlewy, szkoda tylko że jedynie dla "LIDERKI" :)

  • Gość: [lizeek] *.internetdsl.tpnet.pl

    Pierwszy raz się jej przyjrzałam i przyznać muszę, że Bey od Mattela JEST podobna do oryginału! Może ten uśmiech zbyt szeroki, może kiecka za różowa, ale to jest Beyonce! Fajna!

  • tomaszlalk

    doceniam urodę Bey ale nigdy nie byłem jej fanem , moją miłością była Aaliyah :(

  • Gość *.centertel.pl

    Lubię was hyba bo was nie znam a wy pewnie mnie nie zncie

  • Gość *.centertel.pl

    Julia piotrowska to tylko taki żart

  • Gość *.centertel.pl

    Moja historia to wstaje czyli IDE do kuhnj zkesc sniadanie potem w pszyszlosci hce miec hlopaka I dac mu a on takie mint Zdziwiony I zadowolony oto moja historyjka

© Barbie Collection Blog
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci